Giełda dla zielonych – podstawy inwestowania dla bardzo początkujących


Ciekawi Cię inwestowanie, ale nie masz pojęcia o giełdzie i jesteś w temacie zielony, to ten poradnik dla bardzo początkujących na pewno Ci pomoże.

Wszyscy marzymy o bogactwie. O tym, żeby z dnia na dzień stać się milionerem, ale cóż – powiedzmy sobie szczerze, takie historie zdarzają się głównie w filmach. No może jeszcze w Stanach Zjednoczonych, gdzie podobno wystarczy być pucybutem i mieć trochę szczęścia. Zwykle proces bogacenia się jest znacznie trudniejszy i mozolny. W artykule opowiemy sobie czemu i jak inwestować pieniądze, które zarabiamy w pocie czoła. Opowiemy o tym w przystępny sposób, który zrozumie każdy bardzo początkujący i zielony przyszły inwestor. Porozmawiamy o giełdzie. Dla niektórych może brzmi groźnie i obco, ale spróbujemy oswoić tego potwora.

Nawet początkujący inwestor mógł zarobić

W 2001 roku na giełdzie zadebiutowała pewna spółka – LPP. Jeśli ta nazwa nic Ci nie mówi, to z pewnością kojarzysz marki odzieżowe Reserved, Cropp, House czy Mohito, które do niej należą. Jeśli ktoś kupił akcje tej spółki 18 lat temu, dziś pewnie jest bogatym człowiekiem.

Kurs akcji spółki LPP S.A. od debiutu w 2011
Źródło: biznesradar.pl

Wydając wtedy 48 zł za jedną akcję, która dziś warta jest ponad 8,000 PLN i kupując je za kwotę 10,000 PLN dziś może je sprzedać za ponad 1,2 mln zł. To nie jedyny taki spektakularny sukces.

BRE Bank od debiutu uzyskał prawie 10,000%, czyli jeśli kupiłeś jedną akcję za 3 zł i 30 gr to teraz jest ona warta ok 450 zł. Niewiarygodne? A jednak.

Kurs akcji BRE od debiutu
Źródło: inwestycje.pl

Oczywiście inwestowanie na giełdzie to nie tylko spektakularne sukcesy, ale także i mniejsze zyski i małe zwycięstwa na parkiecie. Wystarczy dobrze zainwestować. Na giełdzie to nie jest takie proste. Giełda niczym piękna kobieta, jest fascynująca, urzekająca, tajemnicza, ale i bezwzględna.

Co to jest giełda papierów wartościowych?

Zacznijmy od początku. Najprościej mówiąc giełda papierów wartościowych jest jak duży rynek, na którym handlarze sprzedają i kupują udziały, czyli akcje w spółkach.

To po prostu kawałki własności danego przedsiębiorstwa. Akcje są jak cegły, z których zbudowane są firmy. Wszystkich zielonych w temacie, pewnie i Ciebie nurtuje pytanie, po co firmy wchodzą na giełdę i sprzedają swoje akcje, a tym samym dzielą swoją własność? Normalny odruch każdego człowieka przy zdrowych zmysłach jest dokładnie odwrotny. Gromadzić, zbierać i cieszyć się, że nie trzeba się dzielić.

Wyobraźcie sobie, że macie małą firmę. Produkujecie meble. Potrzebujecie pieniędzy, aby kupić materiały do ich wykonania. Macie 5000 zł, ale potrzebujecie drugie tyle. Wasz znajomy daję wam drugie 5000 zł. W zamian zapłacicie mu połowę zysku ze sprzedaży mebli. Oczywiście tym samym wasz znajomy będzie miał wpływ na wszystkie decyzje firmy. Jednym słowem, wasz znajomy jest teraz posiadaczem połowy udziału w waszym przedsiębiorstwie.

Kim jest akcjonariusz – czyli co dostajemy w zamian?

To proste. Jeśli firma się rozwinie dzięki zainwestowanym pieniądzom waszego znajomego, zaczniecie więcej zarabiać. Jeśli cały pomysł okaże się niewypałem – stracisz zainwestowane pieniądze. Wyobraźcie sobie teraz, że nasz interes wypalił. Macie mnóstwo zamówień i mała firma nie jest w stanie ich realizować. Chcecie zbudować fabrykę, żeby sprostać wszystkim zleceniom. Musicie na nią zebrać miliony złotych. Oferujecie więc sprzedaż akcji swojej firmy obcym. Ludzie stają się właścicielami pojedynczych cegieł, z których składa się wasza fabryka. Są to właśnie akcjonariusze. Oni de facto kupując wasze akcje, dając wam pieniądze na inwestycje. W zamian stając się współwłaścicielami, czyli akcjonariuszami waszej firmy. Teraz spójrzmy na to z drugiej strony. Od strony osoby, która kupuje akcje. Dlaczego to robi? No bo widocznie wierzy, że firma w którą inwestuje, w przyszłości będzie zarabiać więcej niż dzisiaj. Tym samym, on jako akcjonariusz zarobi.

Możemy teraz iść i kupić akcje jakiegoś przedsiębiorstwa i stać się akcjonariuszem. Pomyślimy, że przecież to wydatek, a nie zysk. Z czego zatem wezmą się nasze ewentualne zyski? Nieco upraszczając, jeśli fabryka mebli zacznie się rozwijać i przynosić zyski to akcję czyli cegły, z których się składa będą więcej warte. Wartość firmy jest właśnie zależna od tego ile w przyszłości może zarobić ich akcjonariusz.

Czy inwestować może naprawdę każdy?

Nawet bez specjalistycznego wykształcenia? Najlepszym przykładem są znani polscy inwestorzy, jak kierowca rajdowy Michał Sołowow, Leszek Czarnecki (z wykształcenia inżynierii i bankier), Zbigniew Jakubas – elektrotechnik, czy kolaż Czesław Lang. Wśród polskich celebrytów na szczególną uwagę zasługuje Juliusz Słowacki.

Ciekawostka, czyli inwestycje Juliusza Słowackiego

Tak ten Juliusz Słowacki – polski wieszcz. Mało kto wie, że Juliusz Słowacki był inwestorem giełdowym. Plotkowano wręcz, że podczas swego pobytu w Paryżu zajmował się pracą maklera, a zarobione pieniądze wydawał na publikację własny tekstów. Słowacki zaczął inwestować w papiery wartościowe, zanim jeszcze na stałe osiadł w Paryżu. Z prowadzonych przez niego rachunków wynika, że już po 8 latach inwestowania dysponował kwotą ponad 23,000 Franków. Jeśli zważyć, że kwota rocznych wydatków poety to około 2,700 franków, to brzmi całkiem nieźle. Słowacki przeznaczał sporo pieniędzy na zakup akcji spółek kolejowych. Resztę umieszczał na pewny procent w obligacjach. Najbardziej inwestował w paryskie instytucje finansowe. W szczególności w bank, zwany kasą dyskontową, którym zarządzali kolejni francuscy ministrowie.

Izaak Newton – kolejna ciekawostka

Znacznie gorzej z giełdą poradził sobie Izaak Newton. Słynny brytyjski fizyk na giełdzie stracił ponad 20,000 funtów. Kompletnie zielony naukowiec zainwestował w akcje Kompanii Mórz Południowych. Była to angielska spółka akcyjna, posiadająca Królewski monopol na handel niewolnikami z Ameryką południową. Kompania stała się słynna z powodu powstania bańki spekulacyjnej. Najprościej mówiąc, ceny jej akcji rażąco przekraczały wartości jej dóbr. W ten sposób, kiedy bańka pękła Newton stracił w przeliczeniu na dziś walutę 2,720,000 $.

Skomentował to wydarzenie następująco:

Mogę obliczyć i przewidzieć ruchy ciał niebieskich, ale nie szaleństwo ludzi

Największe błędy i sukcesy znanych inwestorów

Współcześnie na świecie głośne są historie wielkich sukcesów i błędów. Za jednego z najgorszych i zielonych inwestorów uznawany jest Bono – lider zespołu U2, który zaliczył olbrzymie błędy i straty przy każdej kolejnej inwestycji. Straty odnoszą także Barbara Streisand i Michael Douglas, którzy stracili na giełdzie miliony dolarów.

Każdy kij ma dwa końce. Ciekawym przykładem wielkiego sukcesu jest Amerykanin James Depor, facet który na skutek dziedzicznej wady genetyczne stracił słuch. Zwolniono go z pracy i rozpadło się jego małżeństwo. Jednym słowem był na dnie. Wtedy zafascynowała go giełda. Opracował swoją własną rewolucyjną strategie inwestowania, dostosowaną do możliwości małych graczy. Później dzięki niej osiągnął wielki sukces. Postanowił zaryzykować i wypłacił z banku ostatnie 30,000$, które pozostały mu z oszczędności. Zainwestował w giełdę.

Po kilku latach osiągnął wielki sukces i został milionerem. Dziś mieszka na Florydzie, jest szczęśliwym mężem i ojcem trójki dzieci. Inwestuje wraz z grupą inwestorów indywidualnych grających na giełdzie za pośrednictwem internetu. Brzmi dobrze, ale jednak ten wielki sukces to przede wszystkim tysiące przeczytanych książek i olbrzymia wiedza, którą James musiał pochłonąć, żeby teraz opalać się na plażach Florydy.

Czynniki wpływające na cenę akcji

Giełda rządzi się jasno określonymi zasadami. Przede wszystkim, cena akcji to próba oceny przyszłych zysków firmy. Wpływa na to wiele czynników zewnętrznych i wewnętrznych – strategia firmy, produkt który oferuje, ludzie którzy nią kierują, otoczenie gospodarcze w którym funkcjonuje, perspektywy wzrostu gospodarczego i tak dalej. Nie zawsze jednak wszystko to da się przewidzieć. Na szczęście nad procesem giełdy akcji czuwają specjalne instytucje. Sprawują pieczę nad przebiegiem handlu. Na GPW sprawuje kontrolę Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). To jej urzędnicy nadzorują przestrzeganie reguł uczciwego obrotu oraz pilnują powszechnego dostępu do rzetelnych informacji. Każde naruszenie prawa jest zgłaszany prokuraturze.

Tak czy inaczej, wszyscy w pewnym sensie już jesteśmy inwestorami. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, ale poniekąd już inwestujemy, ponieważ państwo polskie inwestuje w naszą w przyszłą emeryturę za pomocą otwartych funduszy emerytalnych (OFE). Również na giełdzie. Cóż, na to nie mamy wpływu. Możemy się tylko modlić o to, żeby tej emerytury dożyć i kiedyś zobaczyć w realu.

Co wpływa na zmiany kursu?

Wyobraź sobie, że spółka jest jak dom. To w jakiej jest kondycji zależy od tego jak stabilne są fundamenty, co jest w środku, czy o niego dbamy, remontujemy. Zależy również od czynników zewnętrznych. W jakiej jest okolicy, jakie ma sąsiedztwo, czy to miejsce się rozwija. Tym samym nabiera wartości nasz dom. Tak samo jest ze spółką. Na to jaka jest sytuacja finansowa firmy ma wpływ praca ludzi, którzy stanowią o ich sukcesie. Ich decyzję. Przykładem jest Nokia, która wpadła w tarapaty bo nie doceniła iphona. Gdy telefon wchodził na rynek, inżynierowie Nokii dokładnie go przebadali. Uznali, że to żadne zagrożenie bo iPhone był drogi. Nie miały MMSów i początkowo działały na prymitywnej wtedy sieci drugiej generacji. Rok później to się zmieniło. Apple usprawniło Iphone, a Nokia nie była w stanie tego nadgonić i pozostała w tyle. Ostatecznie Nokia stworzyła podobne do iPhone’a smartfony i próbuje walczyć z Applem i szybko rosnącym w siłę Samsungiem.

Wpływ czynników zewnętrznych

Na giełdę ma wpływ wszystko to co dzieje się w kraju i na świecie. Najlepszym przykładem niech będzie kryzys gospodarczy sprzed 10 lat. Nie zaczął się przecież w Polsce, ale powiązania między krajami są tak silne, że czy tego chcemy czy nie, poczuliśmy jego skutki.

Trzecim czynnikiem są przypadki losowe i wojny. Jeżeli nasz dom nawiedzi powódź, pożar to zanim uda nam się go remontować minie sporo czasu. Tak samo jest ze spółką. Każda taka katastrofa będzie miała wpływ na kurs naszych akcji.

Przykład:

Budzimy się rano z wodą w sypialni po kostki. Całe miasto zostało zalane powodzią. Ucierpi na tym firma ubezpieczeniowa, której akcje spadną. Trzeba będzie wypłacić odszkodowania. Jednocześnie oznacza to zwyżkę dla firm budowlanych. Trzeba będzie odbudować zalane domostwa, więc ich akcje zdrożeją.

Jakie są pierwsze kroki w inwestowaniu na giełdzie?

Wiemy jak wybrać spółkę i kupić akcje, ale to dopiero początek. Teraz przygoda zaczyna się na dobre. Choć niektórzy twierdzą, że jeśli jest ryzyko to jest i zabawa, to porozmawiamy o tym jak inwestować żeby zminimalizować ryzyko strat. Podstawowa zasada przy inwestowaniu brzmi: inwestuj tylko w biznes tych firm, których funkcjonowanie rozumiesz. Tak radzi Warren Buffett. Myślę że zgodziłby się również, ze stwierdzeniem, że inwestować powinno się tylko na giełdzie którą znam.

Krok pierwszy – pieniądze

Musisz mieć pieniądze, niby nie są w życiu najważniejsze, ale bez nich ani rusz. Niemniej jednak, nie potrzeba ich tak wiele jak nam się wydaje. Na początek wystarczy kilkaset złotych. Najlepiej traktować inwestycje na giełdzie jako bonus.

Należy inwestować wyłącznie te pieniądze, którymi możemy zaryzykować.

Bo w grze na giełdzie zawsze wpisane jest ryzyko. Zadajcie sobie również ważne pytanie – czy będziecie mieli czas na to aby zajmować się inwestowaniem. Pamiętajmy, że zabawa nie kończy się na zakupie akcji. To jest dopiero pierwszy krok w inwestowaniu na giełdzie papierów wartościowych. Drugi krok to niezbędna nauka.

Krok drugi – Ucz się ucz, nauka to potęgi klucz

Jak każdy zielony początkujący inwestor powinien podjąć krok i zacząć grę na giełdzie na sucho. Pozwoli to na naukę podstaw bez ponoszenia smutnych i bolesnych dla kieszeni konsekwencji. Choć oczywiście bardziej to przypomina trening piłkarski bez piłki albo pływanie na kajaku bez kajaka, ale dzięki temu nabierzemy praktyki w czynnościach, które będziemy powtarzać nie tonąc. Pierwsza z nich, to chociażby codzienna prasówka. Czytanie i analizowanie sytuacji gospodarczej w Polsce i na świecie. Bez niej nie obędzie się żaden poważny gracz giełdowy. Tyle, że prawdziwy inwestor nie inwestuje krótkoterminowo. Nie powinien więc za każdym razem reagować na płynące ze świata newsy. Inwestowanie powinno odbywać się w dłuższym okresie, choć czasami może się zdarzyć, że informacja z danego dnia zasadniczo zmienia perspektywy firmy, w której jesteśmy współwłaścicielami.

Krok trzeci – Poznaj jak działa giełda

W inwestowaniu dzień na rynkach zaczyna się w nocy od giełd azjatyckich. To one wyznaczają ton całości. Jeśli u nich pojawią się silne spadki, to wiadomo że u nas nie będzie to dobry dzień. O 9:00 startuje sesja na warszawskiej giełdzie papierów wartościowych. Dzień przynosi mnóstwo wydarzeń. A to protest w fabryce, a to zwolnienia zbiorowe, a to wszedł na rynek nowy produkt czy zapowiedziano nową inwestycję.

To wszystko ma wpływ na giełdę, jej zachowanie i tym samym na nasze samopoczucie. Po 15:30 rusza giełda w Stanach Zjednoczonych, która bardzo mocno wpływa na nasz parkiet. Sesja warszawska kończy się o 17:00. To nie koniec dnia, bo wtedy pojawiają się często komunikaty ze spółek takie jak wyniki finansowe albo nowe plany. Trzeba więc przygotować zlecenia na następny dzień i tak dalej. Głowa pęka od wiedzy i informacji.

Krok czwarty – sprawdź jak kupić akcje

Mówiliśmy, że giełda jest jak wielki rynek, ale zwykły prywatny inwestor na giełdę nie ma wstępu. Potrzebuję pośrednika. Makler to człowiek, który pośredniczy między kupującym, a sprzedającym. Najłatwiej go skojarzyć dzięki czerwonych szelkom. Tylko czemu akurat szelki i to w dodatku czerwone? To prawda, dzisiaj makler może być też elektroniczny. Można bowiem inwestować na giełdzie za pomocą internetu bez pośrednictwa konkretnej osoby.

Jednak gdy na parkiecie roiło się od maklerów, Ci musieli się jakoś odróżniać. Stąd zwyczaj noszenia kolorowych marynarek, czapek i szelek właśnie. Jest też inna odpowiedź – bardziej praktyczna w świecie finansjery. Krąży czarny żart.

Szelki muszą być wyjątkowo mocne, by mogły udźwignąć powieszonego na nim inwestora.

Idziecie więc nie prosto na giełdę, ale do Domu Maklerskiego. Dom Maklerski to taka firma, która pośredniczy pomiędzy inwestorem (również tym bardzo początkującym i zielonym), a innymi sprzedający i kupującymi papiery wartościowe. Za usługi pobiera prowizję. Maklerzy załatwiają za nas wszystkie formalności związane z inwestowaniem na giełdzie, dlatego wybierając Dom Maklerski powinniśmy sprawdzić jakie są stawki prowizji. Najniższe prowizję to dziś około 19 setnych procenta za zakup akcji. Przykładowo, jeśli dowiedziałeś się jak kupić akcje i kupisz je za kwotę 1,000 zł to zapłacisz 1 zł i 90 gr prowizji. Należy też sprawdzić jakie są opłaty za prowadzenie rachunku. Teraz zazwyczaj jest to bezpłatne. Warto dowiedzieć się czy są oferowane analizy i rekomendacje, czy istnieje bezpłatny dostęp do notowań w czasie rzeczywistym, czy biuro jest powiązane z bankiem, w którym posiadasz konto. No i przede wszystkim należy sprawdzić fachowość pracowników, najlepiej zadając kłopotliwe pytania. Na przykład, na czym makler zarabia? Kiedy już macie maklera godnego zaufania, zlecacie mu kupno akcji.

Jak zarobić na tej całej giełdzie?

Na tą odpowiedź czekacie pewnie z niecierpliwością. Zarabianie na giełdzie jest jak zarabianie w każdym innym biznesie. Chcecie coś kupić, a później sprzedać za więcej niż zapłaciliście na początku. Może giełda jest trochę bardziej skomplikowana, bo zarobić też można nie sprzedając akcji. Wyobraźcie sobie, że już jesteście właścicielami części firmy. Choćby tej fabryki mebli. Maciej więc prawo do udziału w zysku z działalności.

Dywidenda, czyli jak zarobić bez sprzedaży akcji

Wypłatę dywidendy proponuje zarząd, a ostateczną decyzję podejmuje właściciel podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy, czyli zebrania wszystkich właścicieli firmy. Co ciekawe, na takie zgromadzenie może się wybrać każdy, kto posiada choćby jedną akcję spółki. Może tym samym brać udział w głosowaniu, choć siła jego głosu jest oczywiście zależna od liczby posiadanych przez niego akcji. Jeśli nie wiesz jak zarobić na dywidendzie, to w skrócie wiedz, że dywidendy można wypłacić tylko w roku, w którym spółka wypracowała zysk. Wszystkie akcje zwykłe uprawniają do jednakowej dywidendy. Do wyższej dywidendy mogą jedynie uprawniać akcje uprzywilejowane, których posiadaczami są zazwyczaj założyciele spółki. Dywidenda zależna jest od decyzji zarządu spółki i zawsze wiąże się z wielkością wypracowanych zysków i z planami rozwoju firmy. W 2016 roku ilość podmiotów, które wypłaciły dywidendy to 75 spółek.

6 spółek z najwyższą dywidendą na GPW w 2018 roku
Źródło: strefainwestorow.pl

Pamiętajmy jednak, że na giełdzie zarabiamy przede wszystkim na zmianach kursów akcji, nie zarabiamy głównie na dywidendzie. Dlatego inwestowanie na giełdzie może przynieść znacznie większe zyski niż lokata, ale jak już wspomniałem bywa i tak, że przez lata dywidendy nie są wypłacane. Co wtedy? Sprzedać akcje spółki? Jeśli chcecie sprzedać akcje, dobrze by było poczekać, aż ich wartość wzrośnie w stosunku do tego za ile kupiliście. Ponieważ akcja to udział w firmie, wartość akcji zależy od wartości tej firmy, a więc jeśli firma słabnie i przynosi straty zamiast zarobku, tracą wasze akcje. Mogą one być mniej warte, niż wtedy kiedy je kupiliście. Czyli póki co wyszliście na tym jak Zabłocki na mydle. Czasem więc lepiej zawczasu sprzedać akcje dołującej firmy, aby ograniczyć straty.

Inwestowanie to emocje

Pamiętajmy, że inwestowanie zawsze wiąże się z ryzykiem, a tym samym z emocjami. Teraz zastanówmy się jeszcze nad jedną sprawą. Inwestowanie na giełdzie to jak powiedzieliśmy olbrzymie emocje. Jakie cechy charakteru warto mieć, żeby być dobrym inwestorem?

Cechy charakteru dobrego inwestora giełdowego

Bardzo początkujący inwestor giełdowy powinien przejść trening reakcji na stratę. Nie tylko rzeczywistą, ale również mentalną, ponieważ strata tak samo działa, kiedy stracimy 100,000 zł, jak i wtedy gdy pomyślimy sobie, że możemy stracić. To bardzo ważne, bo nasz mózg tak samo reaguje na rzeczywistość, jak na fantazję. Bardzo ważna jest pewna doza cierpliwości. Bardzo ważna jest umiejętność przewidywania, ale z taktyczną pokorą. Taktyczna pokora polega na tym, że niepewność, która towarzyszy ruchom giełdowym powinna być oswajana z myślą, że możemy się pomylić. Starzy wyjadacze mają zawsze dobre rady, może warto więc ich posłuchać.

Jeśli masz kilkaset wolnych złotych zainwestuj je. Pewnie jest tracisz, ale za następne kilkaset złotych kupisz książki, żeby dowiedzieć się dlaczego. Dzięki temu zaczniesz myśleć jak prawdziwy, a nie bardzo początkujący czy zielony inwestor. Jeśli do tego dorzucisz wyczucie rynku, to masz szansę osiągnąć sukces.

Irving Khan – Najstarszy inwestor świata

Irving Khan, który zmarł w wieku 109 lat był najstarszym aktywnym inwestorem na Wall Street. Co ciekawe Kahn twierdził, że zawdzięczał swoją długowieczność właśnie giełdzie. Codzienne obserwowanie kursów dostarczało mu emocji i zabijało nudę. Nawet jego synowie nie byli aż tak wytrwali i przeszli emeryturę w wieku 70 lat. Żeby naprawdę zacząć romans z giełdą warto wiedzieć o niej jak najwięcej, czyli także poznać jej historię.

Irving Khan – najstarszy inwestor świata

Krótka historia giełd

W starożytnym Rzymie na samym środku Forum Romanum handlarze załatwiają interesy. Z tłumu wyłania się Seneka. Szanowany filozof. Bacznie obserwuje zgromadzonych i nagle stwierdza, pieniądzom należy rozkazywać, a nie im służyć. To odkrycie Seneki mogłoby się stać mottem współczesnej giełdy kapitałowej.

Zróbmy przeskok do XII wieku. Lądujemy w północnych Włoszech, gdzie spotykamy pierwszych bankierów. To ludzie, którzy zajęli się handlem nie towarami, lecz walutą.

Skąd się wzięło określenie Bankier?

[su_note]Włoskie słowo “banco” znaczy ława. Włosi przesiadywali na ławkach i wymieniali między sobą walutę, zapełniając miski, które pełniły rolę dzisiejszego konta bankowego. [/su_note]

Opuśćmy włoskie miasteczka i przenieśmy się do XV wieku, który przyniósł znaczny rozwój transakcji finansowych. Morskie podróże i odkrycia geograficzne stwarzały finansującym duże szanse szybkiego wzbogacenia się. Pozostańmy jednak w porcie, bo to właśnie tutaj hiszpańscy portugalscy oraz holenderscy armatorzy sprzedają udziały w zyskach Żeglugi Morskiej. Nic więc dziwnego, że pierwsze giełdy powstały właśnie w miastach portowych.

Kolejnym przystankiem w naszej podróży jest Antwerpia. To w 1460 roku powstaje pierwsza giełda kapitałowa. Najciekawsze jest to, że handluje się tu głównie obligacjami. Obligacje to podobnie jak akcje, papiery wartościowe, które przynoszą zyski i same mogą zyskiwać na wartości. Tym jednak różnią się od akcji, że nie dają prawa głosu w spółce. Są również czasowe, to znaczy, że ktoś kto emituje obligacje zobowiązuje się wykupić je od inwestora w określonym czasie. Ten kto kupuje obligacje nie staje się udziałowcem spółki.

Powstanie giełdy papierów wartościowych w Warszawie

W Polsce pierwsza Giełda Papierów Wartościowych otwarta została w Warszawie 12 maja 1817 roku. Jednak w zalążku istniała już dawniej, co najmniej od połowy XVII wieku. Pierwsze Polskie Akcje należały do Kompanii Manufaktur Wełnianych, założonych przez króla Stanisława Augusta w 1768 roku.

Budynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w 1817 roku

Choć od początku giełdy minęło wiele stuleci, zmieniła się ona nie do poznania, to mechanizmy rządzące nadal obowiązują.

Współczesna Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie została uroczyście otwarta 12 kwietnia 1991 roku. Cztery dni później odbyła się pierwsza sesja, na której notowano akcje pięciu spółek. Uczestniczyło w niej siedem domów maklerskich. Początek Giełdy Warszawskiej to było potężne wyzwanie dla szczególnego typu osobowości. Młodych głównie duchem, angażujących się, kochających ryzyko oraz działających pod wpływem impulsu szybkiego wzbogacenia się. Żeby zobaczyć jak bardzo giełda rozwinęła się przez prawie 30 lat, wystarczy powiedzieć, że dziś na Rynku Głównym jest 470 spółek. Dodatkowo na alternatywnym rynku Newconnect notowanych jest 450 spółek.

Budynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie dziś.

Pierwsza sesja na GPW

Ogół transakcji dokonanych podczas pierwszej sesji wyniósł 1990 zł. Dziś to kwoty około kilku miliardów złotych dziennie. Przedmiotem obrotu w pierwszych sesjach były akcje 5 spółek:

  • Tonsil
  • Krosno
  • Exbud
  • Kable
  • Próchnik

Tylko ostatnia jest notowana po dziś dzień. Otwarcie giełdy to był prawdziwy koniec socjalizmu. Wszyscy czuli ten moment historyczny, tą wielką zmianę. Po pierwszej sesji giełdowej, do następnego dnia trzeba było oddać pożyczone komputery. Wszyscy oglądali całkowicie pustą salę. Wyglądało to na jeden wielki przekręt. Ktoś zrobił wielką imprezę transmitowana przez telewizję i po niej nie było śladu. Wtedy sesje giełdowe odbywały się raz na tydzień. Przez te parę dni przygotowano się dobrze do następnej sesji, która odbywała się planowo.

Firmy na GPW

Zapewne wiecie, że na warszawskim parkiecie obecnie notowane są największe polskie firmy, w tym Orlen, Lotos, PGNiG, czy Tauron. Na polskiej giełdzie notowane są także spółki zagraniczne. Wśród nich na przykład izraelska, ale działająca u nas sieć kin Cinema City, włoski Unicredit – właściciel PKO S.A.

[su_note]GPW jest w tym momencie najważniejszą giełdą w Europie środkowo-wschodniej. Wyprzedza giełdy we Wiedniu, Pradze i Budapeszcie pod względem wartości notowanych spółek. Co więcej, względem liczby debiutów nie ma sobie równych. [/su_note]

Cisza zamiast adrenaliny i pokrzykiwania maklerów w sali notowań wskazywać może, że giełda śpi, ale to nieprawda. Ruch tumult, harmider, setki biegającej facetów w białych koszulach składających w pośpiechu zlecenia kupna i sprzedaży to widok z Wall Street. Najsłynniejszej giełdy na świecie, która nadal pracuje tradycyjnie. Obecnie większość rynków finansowych wygląda tak jak GPW. U nas maklerzy pracują w swoich biurach przed komputerami. Jedynie dzwon i tablica notowań przypominają, że jesteśmy na giełdzie. Nie pamiętamy, że mimo, iż nie możemy być bezpośrednio na giełdzie, to dzięki stronie gpw.pl możemy monitorować kursy spółek na niej notowanych. Na giełdzie zarabia się głównie na handlu akcjami.

Jak grać żeby nie stracić?

Jak przystało na prawdziwego wojownika musimy mieć strategię. W mówieniu o strategii nie bez powodu używa się terminologii militarnej. Sztuka wojny Sun Tzu – jej założenia są stosowane do dziś nie tylko przez armię amerykańską, ale stały się one także nieodzownym elementem w biznesie. Wiem, brzmi to obco, ale przecież każdy z nas doskonale wie czym jest strategia. To po prostu plan, w którym wyznaczamy sobie cel i konsekwentnie do niego dążymy.

Ku przestrodze – zawsze warto mieć strategię i dokładnie zaplanować kolejne kroki. Nie zbaczać ze swojej drogi, aż do osiągnięcia celu, także na giełdzie.

Kiedy chcecie stworzyć swoją strategię, zadajcie sobie kilka pytań:

  • ile pieniędzy chcecie i możecie zainwestować
  • ile chcecie na tym zarobić
  • na jakie ewentualne straty możecie sobie pozwolić
  • na jak długo chcecie zainwestować swoje środki (na pół roku czy na 5 lat)

Pamiętajmy przy tym o najważniejszej zasadzie bardzo początkującego inwestora. Inwestujemy tylko pieniądze, które ewentualnie jesteśmy gotowi stracić. Od tego zależy decyzja w co inwestujemy. Osoby, których strata większej niż 10% części zainwestowanych pieniędzy napawa przerażeniem powinny wybrać nie akcje, ale obligacje. Gwarantują mniejszy zysk, ale nie są obciążone ryzykiem. Osoby, które są w stanie przeżyć wyższe straty będą mogły zainwestować bardziej agresywnie. Wymaga to jednak żelaznej dyscypliny i poświęcenia dłuższego czasu na obserwowanie rynku.

Dywersyfikacja ogranicza ryzyko

Dywersyfikacja naszego portfela – brzmi skomplikowanie. Oznacza to po prostu, że mając do dyspozycji kwotę 10,000 zł, racjonalne byłoby podzielenie tej kwoty na kilka różnych inwestycji, na kilka spółek z różnych branż. Bo jeśli jedna z nich zaliczy stratę to, nie zostajemy z pustym portfelem. Mamy jeszcze inne spółki. Myśląc o dywersyfikacji, warto też pamiętać o zróżnicowaniu branży. Nie inwestujemy w spółki z jednej branży, bo bywa że całe branże przechodzą kryzys, podczas gdy inne świetnie się rozwijają.

Dywersyfikacja to podstawa ograniczenia ryzyka inwestycyjnego

W 2011 roku kiedy większość branż miała kłopoty, w tym na przykład rynek budownictwa i nieruchomości. Nieźle radziły sobie spółki z branży chemicznej czy telekomunikacji. Nie oznacza to, że im więcej akcji różnych spółek tym lepiej. Rozdrabnianie się też nie jest dobrym wyjściem. Trzymając się zasady Warrena Buffeta, inwestujemy tylko w takie firmy i branże, których działanie rozumiemy i możemy dobrze poznać. Nie możemy dowiedzieć się wszystkiego 20 spółkach, ale o 3 lub 5 – owszem. Im więcej wiemy o firmie tym ryzyko jest mniejsze.

Dlaczego ludzie inwestują – czyli motywacja

Do gry na giełdzie motywują nas różne rzeczy. Skutecznie motywują nas odniesione porażki, czyli coś co nam się nie udało. Wyrzucili nas z pracy, chcemy rozpocząć nowy etap w życiu. Okazuje się że, wielu ludzi uważa, że jak zainwestują, to będą mogli od razu coś dostać lub osiągnąć, będą szczęśliwsi, będą bogaci. Często też udowodnią komuś coś czego nie potrafili udowodnić wcześniej. Do osiągania sukcesu skutecznie motywuje złość. To bardzo silna emocja, dzięki której mamy dużo siły i dużo mocy sprawczej, żeby komuś coś udowodnić. Warto tylko pamiętać, żeby to nie była jedyna siła, która nami kieruje.

Motywacją do inwestowania jest oczywiście chęć zarobków, choć z drugiej strony historia giełdy zanotowała zupełnie zaskakujące powody, dla których ludzie decydują się inwestować. Czy wpadło by wam do głowy, że można wejść na giełdę ze złości?

Ingeborg Mootz – starsza pani z milionami na koncie

Na fotografii – Ingeborg Mootz

Historia prawie dziewięćdziesiąt letniej Ingeborg Mootz, starszej pani z dolnej Saksonii jest tego najlepszym dowodem. Przez całe życie była typową kurą domową, chodziła do sklepu i wychowywała dzieci. Schorowany mąż u schyłku swego życia zbeształ ją, że przez całe życie była zbyt głupia, żeby zarabiać pieniądze. Mówi się, że wściekła kobieta jest nieobliczalna. Ta jednak dokładnie wszystko sobie przeliczyła i postanowiła udowodnić mężowi, jak bardzo się myli. Nie zdążyła, bo wkrótce mąż zmarł, pozostawiając jej pakiet akcji warte grosze. Kompletnie zielona starsza pani zaczęła nimi obracać na giełdzie. Po 10 latach osiągnęła wielki sukces i jej inwestycje były warte ponad 1,000,000€.

Czy warto inwestować z tłumem – owczy pęd

Oglądając główne wydanie wiadomości czasami słyszymy, że na giełdzie leje się krew, że są gigantyczne straty, co oznacza, że wszyscy inwestorzy, którzy reagują emocjami właśnie tą giełdę opuścili. To na ogół jest właśnie najlepszy moment na to, aby zacząć inwestować.

Czy warto iść za tłumem?

Wielu bardzo początkujących i zielonych inwestorów daje się ponieść emocjom. Kieruje się opinią publiczną, opinią znajomych i co najgorsze – opinią wszechogarniającej reklamy obiecującej wielkie zyski. Zjawisko to jest określane owczym pędem. Gwałtownym i nieuzasadnionym kupowaniem lub sprzedawaniem akcji. Jeśli następuje nagła moda na kupno akcji to oczywiście ich ceny gwałtownie rosną. Zielony i niedoświadczony inwestor jest szczęśliwy i wydaje mu się, że kupując akcje zrobił interes życia. Nic bardziej mylnego. Wywindowane ceny akcji nie mają pokrycia w rzeczywistej sytuacji finansowej spółki. Wkrótce ich kurs spada do poziomu odzwierciedlającego rzeczywistość. Z drugiej strony, jako świeży inwestorzy, nie powinniśmy też rzucać się na głęboką wodę i podejmować bardzo ryzykownych decyzji. Brakuje nam doświadczenia. Wielu próbowało i może stąd powiedzenie “wtopił na giełdzie”.

Absolutnie najmniej perspektywicznym sposobem inwestycji jest podążanie za tłumem. Jeżeli słyszymy o tym, że nasza babcia, nasz wujek taksówkarz, czy nawet ktoś w warzywniaka mówi, że zainwestował i zarobił, to na ogół jest to jednak znak, że trzeba z danej inwestycji wychodzić. To zwykle ostatni sygnał, aby nasze własne pieniądze uratować przed dużymi stratami.

Na rynku większość ludzi zwykle nie ma racji.

Ważne jest założenie czy nastawiamy się na inwestycje długoterminowe czy krótkie, czy liczymy na szybkie zyski, czy możemy pozwolić sobie na czekanie. Strategia wiąże się również z obserwowaniem rynku.

Peter Lynch zarobił dzięki żonie

Peter Lynch, jeden z największych amerykańskich inwestorów na akcjach spółki zarobił miliony dzięki temu, że słuchał nie tylko doradców i analityków finansowych, ale własnej żony. Jak się okazuje pomimo, że zielona w temacie, pomogła zarobić pieniądze. Kiedy zobaczył, że ona i jej koleżanki są zachwycone nowymi rajstopami produkowanymi przez spółkę giełdową Hanes, natychmiast kupił jej akcje. Nawet, gdy w sklepach pojawiły się rajstopy konkurencyjnej firmy, pozycja Hanes wydawała się zagrożona nie sprzedał akcji, ponieważ zdaniem jego żony rajstopy tej firmy były bezkonkurencyjne.

Peter Lynch

Teraz, kiedy mamy już strategię, zastanówmy się jak wybierać spółki. Giełda to nie loteria, warto więc wybierać świadomie. Najlepiej ucząc się od mistrzów. Najsłynniejszym graczem giełdowym na świecie jest bez wątpienia 90-letni Warren Buffett, nazywany wyrocznią z Omaha. Jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Jego majątek jest szacowany na prawie 85 miliardów dolarów.

Jaka jest strategia Warrena Buffetta?

Inwestuje tylko w biznesy, których funkcjonowanie rozumie. Wyobraźmy sobie spółkę, która zajmuje się produkcją najnowszej generacji środków na komary i kleszcze. Druga spółka zajmuje się fizyką kwantową. Podała do wiadomości, że odkryła sposób przenikania komunikacji pomiędzy elektronami, co może się przyczynić do kontaktu z kosmitami. W jaką spółkę zainwestujecie? Raczej w środki przeciw komarom, bo fizyka kwantowa to dla większości z nas czarna magia. Inwestuje on tylko w biznesy, które rozumie.

Fotografia: po lewej Bill Gates, po prawej Warren Buffett

Idźcie więc za radą. W spółce, która was zainteresuje, postarajcie się zrozumieć jak funkcjonuje, jaką prowadzi politykę. Dokładnie tak, jak z kupnem domu. Kiedy go kupujecie, najpierw chcecie o nim wiedzieć wszystko. Ile ma lat, z jakich materiałów jest zbudowany, czy ma dobre i wytrzymałe fundamenty. Podobnie jest z akcjami. Czytajcie sprawozdania spółek, śledźcie nowe informacje i rekomendacje domów maklerskich. Sprawdzajcie jak firma traktuje akcjonariuszy takich jak my. Popatrz na jej plany, czyli na to jak firma chce wykorzystać nasze pieniądze. Jeżeli chce jej po prostu przejeść, no to nie inwestujemy. Jeżeli chce inwestować w rozwój, brzmi ciekawie.

Druga ważna rzecz – ryzyko giełdowe

Kupując dom zawsze sprawdzamy czy nie leży na terenach zalewowych, albo w miejscu, gdzie obok powstanie autostrada. Ta sama zasada obowiązuje przy kupnie akcji. Spółka powinna informować jakich kłód rzucanych pod nogi się obawia, może na przykład jest w konflikcie z pracownikami i będą strajki. Może produkuje rowery, a najbliższe lato zapowiada się deszczowe lub w Chinach podobne rowery zaczynają produkować znacznie taniej. Może wydaje podręczniki szkolne, a niż demograficzny sprawi, że będzie na nie mniej kupców.

Po trzecie trochę matematyki

Jest pewien wzór, który pokazuje jaka jest kondycja firmy. Zawsze porównajmy cenę danej akcji do zysku jaki spółka przewiduje w ciągu roku na jedną akcję. Łatwo jest to policzyć. Im mniejsza wartość wyniku dzielenia ceny akcji przez zysk tym lepiej.

Znalezione obrazy dla zapytania cena akcji / zysk wzór
Wzór na cenę rynkową akcji przez zysk

Ta zasada działa tylko do pewnego momentu. Jeśli wynik wynosi mniej niż zero, lepiej odpuśćmy i poszukajmy innej spółki. Wynik na minusie oznacza kiepską kondycję firmy. Ważna jest również obserwacja kondycji samej giełdy. Czy zbliża się hossa, czyli długotrwały wzrost kursów akcji czy bessa – spadek. Jakie akcje kupić – czyli jak inwestować żeby zarobić? Odpowiedź niby prosta. Inwestuj w spółki, których wartość rośnie, czyli kupuj tanio a sprzedawaj drożej. Gdyby to było takie proste, nie pracowalibyśmy na etatach. Na szczęście, na niektóre sprawy w życiu nigdy nie jest za późno.

Co to jest Akcjonariat Obywatelski?

Jak w życiu, tak i na giełdzie najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Pozostaje pytanie – jak drobni inwestorzy mają sobie poradzić na giełdzie, kiedy wokół mnóstwo jest wielkich inwestorów instytucjonalnych takich jak fundusze inwestycyjne. Mali lub bardzo początkujący inwestorzy wcale nie stoją na straconej pozycji.

Zadaniem wprowadzonego przez Ministerstwo Skarbu Państwa akcjonariatu jest ułatwienie inwestorom indywidualnych kupna akcji spółek skarbu państwa debiutujących na warszawskiej giełdzie. Program ruszył podczas debiutu giełdowych spółek Tauron Polska Energia oraz Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Dzięki akcjonariatowi obywatelskiemu dla inwestorów indywidualnych przeznacza się określoną pulę akcji. W ten sposób nie musimy konkurować o akcje z olbrzymami koncernami. Ustalany jest także limit na jaki może się zapisać jedna osoba. Wszystko po to. żeby jak najwięcej inwestorów miało szansę kupić akcje. Efektem akcji jest to, że na Tauron Polska energia zapisało się 230,000 osób, na PZU 250,000, a GPW aż 323,000 inwestorów.

Tu ciekawostka – co piąta złotówka zainwestowana na giełdzie pochodzi od inwestorów indywidualnych, czyli z akcjonariatu obywatelskiego. Takich jak my.

Konferencje Wall Street czyli zebrania dla akcjonariuszy

Znaczenie drobnych inwestorów docenia wspomniany już Warren Buffett, który organizuje dla inwestorów swojej firmy wielkie spotkanie na stadionach. Każdy inwestor może tam przyjechać i zadać nurtujące pytanie. W Polsce zmieniają się zwyczaje. Co roku organizowane są konferencje Wall Street największe w tej części Europy spotkania inwestorów indywidualnych.

Są też inne przykłady – Tauron Polska Energia organizuje dzień inwestora indywidualnego, podczas którego akcjonariusze poznają spółkę i spotykają się z zarządem. PZU organizuje chaty i konferencje z inwestorami indywidualnymi, na których przedstawia wyniki finansowe spółki.

Kim jest przeciętny polski inwestor?

Przeciętny polski inwestor to najczęściej mężczyzna. Kobiety stanowią tylko 12% graczy. Zwykle to człowiek młody, poniżej 35 roku życia, ma wyższe wykształcenie, inwestuje raczej na krótki okres do 5 lat. Traktuje giełdę jako dodatkowe źródło dochodu.

Magiczne daty zwrotu na giełdzie

Inwestorzy mają takie okresy w ciągu roku, które systematycznie się powtarzają. Z nimi wiążą się zmiany i zwroty kursów akcji.

Majówka

Powiedzenie londyńskich inwestorów głosi:

just sell in May and go away

Czyli po prostu sprzedaj w maju i wyjeżdżaj. Wtedy często zaczyna się przed wakacyjna wyprzedaż akcji, czyli spadki. Inwestorzy wycofują się z akcji, żeby mieć spokój na urlopie.

Rajd Świętego Mikołaja

To nie żart. Inwestorzy, spółki i fundusze rozliczane są zazwyczaj na koniec roku i każdy chce pokazać dobre wyniki więc mamy gwarantowane wzrosty o ile oczywiście na świecie nie ma jakiegoś kataklizmu. Ta sama zasada dotyczy końca każdego kwartału. Wtedy wielkie fundusze starają się na ostatnią chwilę poprawić wyniki, czyli odbywa się klasyczne malowanie trawy na zielono. Akcje wtedy drożeją, na czym my możemy zarabiać.

Jak przewidzieć zmiany kursów akcji

Ciekawi was pewnie jak poza tymi magicznymi datami zwrotu przewidzieć kiedy ceny akcji poszybują w górę, a kiedy spadną. Mamy do tego specjalne narzędzia. Z analizowaniem akcji jest jak z kupowaniem samochodu.

Analiza Fundamentalna

Pierwszy sposób to analiza fundamentalna. Patrzymy na nowo kupowany samochód. Sprawdzamy jaki ma silnik, ile paliwa spala, czy bardziej opłacalna będzie benzyna czy diesel. Porównujemy osiągi i bezpieczeństwo. Tak samo jest z akcjami. Wybieramy jakąś spółkę i patrzymy jak jest zarządzana, ile zarabia, jakie ma zlecenia. Krótko mówiąc, patrzymy na twarde fundamenty. Na to co naprawdę powinno się liczyć. Dzięki temu możemy oszacować wartość spółki tak samo jak samochodu. Ale zdrowy rozsądek to nie jedyna ważna rzecz. Liczy się także wrażenie i opinia innych. Dlatego powstał drugi rodzaj analizy.

Analiza techniczna

To taki konkurs piękności, zgadujemy jak bardzo samochód, który kupujemy będzie się podobał innym. Czy na przykład za 20 lat może stać się samochodem kultowym. Także, jak sprawdzał się w przeszłości. Czy był awaryjny i jakie były opinie o wcześniejszych modelach. W odniesieniu do spółki przyjrzymy się wykresowi. Patrząc na dane historyczne spróbujemy określić jak długo jeszcze będzie iść w górę, a kiedy kurs zacznie spadać.

Mimo różnych metod i badań, giełdy nie da się w stu procentach przewidzieć. Na tym polega jej tajemniczość. Dlatego warto mieć plan jak ograniczyć ryzyko, czyli jak zabezpieczyć się przed stratami, które pewnego dnia nadejdą.

Giełdowe debiuty

Fachowo nazywa się to Public Offering czyli Pierwsza Oferta Publiczna w spółki, które dopiero wchodzą na giełdę. Dla inwestorów są one szczególnie łakomym kąskiem. Debiuty mają ten plus, że spółka, która wchodzi na giełdę zawsze jest dobrze przebadana przez analityków. Doskonale wiemy co kupujemy. Jedyny problem jest taki, że nie wiemy jak tą spółkę oceniają inni inwestorzy. W efekcie można spodziewać się gwałtownej zmiany cen akcji w górę albo niestety w dół. Dla takich jak my, bardzo początkujących i zielonych inwestorów, ważne jest poznanie czym ta spółka się zajmuje i jakie ma perspektywy na przyszłość.

Co robić kiedy nadejdzie kryzys?

Największy krach jaki zdarzył się w historii giełdy to rok 1929.

24 października 1929 roku w Stanach Zjednoczonych nazwano czarnym czwartkiem. Tego dnia na giełdzie nowojorskiej kryzys gospodarczy osiągnął apogeum. Gwałtownie spadły ceny praktycznie wszystkich akcji, pociągając za sobą łańcuch bankructw i zadłużenia, które rozprzestrzeniło się stopniowo na prawie wszystkie kraje.

Nie był to wcale pierwszy taki finansowy upadek. Przed nim było przynajmniej parę innych, ale ten był pierwszym, o którym można było usłyszeć w mediach, poczytać w gazecie i gdzie po raz pierwszy widać było faktyczne problemy poszczególnych ludzi na gigantyczną skalę. Na prawdę miliony amerykanów straciły w chwilę dorobek całego życia. Stworzyło to gigantyczne problem dla całej gospodarki amerykańskiej. Był to punkt zwrotny w historii, kiedy faktycznie większość stwierdza i uświadamia sobie, że giełdy nie rosną do nieba. Gdzie nie można liczyć na to, że to maszynka do zarabiania pieniędzy.

W Polsce najtrudniejszy okres dla giełdy w ostatnich latach przypada na październik 2008 roku. W sposób zdecydowany straciły na wartości akcje największych spółek. Kryzys na GPW w 2008 roku był prawdopodobnie spowodowany ogólnym kryzysem ekonomicznym, który zapanował w gospodarkach krajów na całym świecie.

Jak twierdzi Martin Spike, amerykański analityk finansowy – dla gospodarki giełda jest tym czym dla organizmu człowieka jest serce. Tak jak na serce ma wpływ otoczenia i życie człowieka, tak na giełdę – gospodarka.

Do tego okresu pasuje iście czarny żart:

Mężczyzna przechodzi do menadżera swojego banku i mówi: “Chciałbym założyć małą firmę – jak to zrobić? To proste odpowiada bankier. Niech Pan kupi dużą firmę i poczeka”

Dlaczego niedźwiedź symbolizuje bessę?

Dlaczego symbolem bessy, czyli długotrwałych spadków jest akurat to zwierzę?

Niedźwiedzie atakując używają swoich potężnych łap. Do przygniecenia ofiary wykonują ruch z góry ku dołowi. Odzwierciedla to spadek notowań.

Dlaczego Byk to Hossa?

Hossa to czas kiedy na giełdzie mamy długotrwały wzrost kursów akcji. Symbolem hossy jest byk. Atakuje rogami wykonując nimi ruch od dołu ku górze, co symbolizuje wzrost cen na giełdzie.

Wiemy już kiedy giełda zaczyna rosnąć – kiedy inwestorzy uznają, że tak dostali w kość, że gorzej już nie będzie i kiedy zobaczą na niebie pierwsze jaskółki jak to działa Spójrzmy na przykład z życia wzięty

Czy kupować akcje podczas kryzysu?

W czasie kryzysu, oczywiście każdy sam musi podjąć decyzję, ale rozsądne wydaje się przeczekać największy kryzys i nie wykonywać nerwowych ruchów. Jak twierdzą specjaliści, w czasie burzy lepiej pozostać bezpiecznie w domu, a nie wychodzić. Lepiej zaakceptować małe straty i szybko sprzedać akcje, wtedy uchronimy nasz kapitał przed ewentualnymi większymi spadkami. Choć jest trzecia, pozornie przewrotna teza, że najlepszą decyzją jest właśnie inwestowanie w czasie kryzysu.

John Templeton – kupował gdy wszyscy sprzedawali

John Templeton: „Czas największego pesymizmu to najlepszy czas na kupowanie, a czas największego optymizmu to najlepszy moment na sprzedaż”

Wiedział o tym John Templeton. Jeden z najsłynniejszych inwestorów XX wieku. Powiedział, że skrajny pesymizm na giełdzie to najlepszy czas na zakupy akcji. Przekonywał też, że jednym z najlepszych sposobów poszukiwania okazji na rynku jest kupowanie tego, co w popłochu sprzedaje większość inwestorów. Wiadomo, że wtedy ceny akcji są znacznie niższe. Kupujemy więc taniej, a następnie czekamy na lepsze czasy by sprzedać drożej. Jedno jest pewne. Każdy kryzys kiedyś się skończy. Templeton znany był z tego, że postępował odwrotnie niż większość inwestorów. Pod koniec lat 90 zarobił 86,000,000 $ kupując udziały w czasie bessy i sprzedając je później w szczytowym momencie hossy. Tuż przed załamaniem się rynku w 2000 roku.

Nie próbuj łapać spadających noży

Do momentu, gdy nie opanujesz chwytu, który ogranicza ryzyko, nie warto łapać noży. Na koniec jeszcze jedno – inwestując na giełdzie możemy nie tylko poprawić swój domowy budżet, ale wesprzeć także polskie firmy. Spółka wchodzi na giełdę, bo potrzebuje kapitału. W pewien sposób pożycza go od nas jako inwestorów. Jeżeli damy tej firmie kapitał, to będzie miała pieniądze na rozwój. Zbuduje nową fabrykę, która da pracę tysiącom osób. Dzięki temu rozwinie się nasza gospodarka, która będzie mogła wprowadzać nowe innowacyjne produkty. Oznacza to, że poprawi się jakość naszego życia. Jednym słowem działa to jak naczynia połączone.

Podsumowanie

Nie zapominajmy, że inwestowanie jest ryzykiem. Bezpieczniejszej jest posiadać lokatę w banku. Możemy się starać zminimalizować to ryzyko, ale nigdy nie uda się go wyeliminować. Bądźmy tego świadomi podejmując decyzję o inwestowaniu na giełdzie. Pamiętajmy, że nigdy nie inwestujemy wszystkich pieniędzy. Jeśli zostaniecie inwestorami i za kilka lat będziecie milionerami i znudzi was inwestowanie w tradycyjne spółki, to zawsze możecie kupić akcje jednej z chińskich wiosek notowanych na giełdzie. Można też inwestować w udziały w nagrodach szwedzkiego golfisty. To nie żart.

Duncan Steward – jednoosobowa spółka i udziały w grze w golfa

Facet postanowił zostać jednoosobową spółką giełdową. Szkocki golfista Duncan Steward jest notowany na giełdzie. Sportowiec sprzedaje akcje, które przyniosą zyski w formie części nagród, jakie zdobędzie w międzynarodowych turniejach. W 2016 za każdą zainwestowaną akcję o wartości £150 golfista wypłacał po roku £159, natomiast w 2017, za każdą akcję £100 wypłacił aż £259.